Marek przez całe życie marzył o synu. Wybrał nawet imię – Tymon. Los jednak sprawił, że w jego domu dorastały trzy córki.
Żona Katarzyna nigdy nie traciła humoru.
— Zobacz tylko, jakie mamy piękności! — powtarzała, a Marek kiwał głową z uśmiechem.
Oczywiście kochał swoje bystre dziewczynki nad życie. Mimo to od czasu do czasu czuł lekkie ukłucie zazdrości, gdy obserwował sąsiada grającego w piłkę z synami.
— Daj spokój, Marek! Twoja Milena chodzi na karate i radzi sobie lepiej niż niejeden chłopak — pocieszał go przyjaciel.
Marek śmiał się wtedy. Milena, która właśnie skończyła dziesięć lat, faktycznie była odważną i zadziorną dziewczynką. Jej siostry, siedmioletnie bliźniaczki Zosia i Daria, też miały charaktery i nikomu nie dawały sobą pomiatać. Jednak tęsknota za synem wciąż tliła się gdzieś głęboko w sercu mężczyzny.
Dziewczynki miały z kolei własne wielkie marzenie: domowe zwierzątko.
— Nie ma mowy. Nie wytrzymam w domu wiecznie szczekającego stworzenia — ucinał Marek, gdy tylko córki zaczynały prosić o psa.
— Kot zniszczy wszystkie tapety. Chomiki śmierdzą. Papuga jest za głośna — odrzucał każde kolejne pomysły.
Dziewczynki chmurzyły się i szczerze obrażały.
— U Ali i Uli mieszkają dwa psy! I nic się nie dzieje! — oburzała się po cichu Milena, ale ojciec pozostawał niewzruszony.
— Coś wymyślimy — pocieszała wszystkich Zosia, która nigdy łatwo się nie poddawała.
Zbliżały się urodziny Marka. Dziewczynki zamknęły się w pokoju Mileny i prowadziły gorącą naradę nad prezentem.
— Termos? Zestaw do golenia?
— Nie! To zbyt oklepane!
— To wymyśl coś lepiej, skoro taka mądra! A my zrobimy laurkę. Do święta zostały przecież tylko dwa dni!
— Też mi pomysł, poziom przedszkola! Prezent musi być niespodzianką i zostać w pamięci. Mama tak zawsze mówi.
Dyskusja trwała już pół godziny i groziła przekształceniem się w bijatykę, kiedy nagle rozległ się dźwięk telefonu.
— Milenko, nie zapomniałyście wynieść śmieci? — dobiegło z głośnika pytanie mamy.
— No jasne… że nie. Wynieśliśmy. A ty już jedziesz do domu? — bez mrugnięcia okiem skłamała Milena i upewniwszy się, że mama będzie dopiero za jakiś czas, szybko zaczęła się zbierać.
— Idziemy z tobą! — natychmiast zadeklarowały bliźniaczki.
— No co wy? Będziemy we trójkę iść z jednym workiem śmieci? — zmarszczyła brwi Milena.
Mimo to po chwili cała trójka opuszczała już klatkę schodową.
— Słyszycie? Chyba coś tam jest, przy śmietniku — szepnęła nagle Daria.
Dziewczynki zamarły i przytaknęły. Podeszły bliżej i zrozumiały, że z kontenera na odpady dobiega żałosne miauczenie.
— Nie, żeby ktoś wrzucił kota do śmieci… — niepewnie odezwała się Milena.
Zosia tylko wzruszyła ramionami i energicznie zaczęła wyrzucać worki wypełniające pojemnik. Siostry, krzywiąc się z obrzydzenia, pospieszyły jej z pomocą.
Kot, jakby czując bliskie ratunek, wydał z siebie rozpaczliwy wrzask.
— Oby tylko na nas nie skoczył… I czemu sam nie wylazł? Utknął? — sapała Milena, przewieszając się przez krawędź kontenera. Po drugiej stronie dzielnie pracowały Zosia i Daria.
Po kilku minutach zagadka się wyjaśniła.
— Ci dorośli to chyba kompletnie powariowali! Kto normalny pakuje kota do foliowego worka i wyrzuca na śmietnik?! — oburzała się Milena, rozwiązując szeleszczący plastik, w którym tkwił przerażony, rudy kot.
— Jaki śliczny! I miziasty! Jak można było wyrzucić biedactwo? — westchnęła Daria. Kot natychmiast wtulił się w dziewczynkę i przywarł do niej, drżąc ze strachu na całym ciele.
— A wy co tu wyprawiacie, mali bandyci?! Całą drogę śmieciami zarzuciłyście! Pięknie! Już ja waszym rodzicom powiem, jak tylko wrócą. Też sobie rozrywkę znalazły, bez ojca i matki! — głos pani Walerii, najgroźniejszej sąsiadki, przetoczył się echem po całym podwórku.
Dyskusja nie miała sensu. Kobieta mimo podeszłego wieku zbliżała się do nich w zastraszającym tempie.
— Uciekamy! — skomenderowała Milena i wszystkie trzy rzuciły się pędem w stronę klatki. W plecy wciąż świdrowały je gniewne okrzyki sąsiadki.
— Uff, chyba się udało — Zosia z ulgą zatrzasnęła drzwi wejściowe.
— Jeszcze doniesie, zobaczycie. Pamiętacie, jak zbiliśmy szybę na klatce? Od razu się znalazła i tego samego wieczoru ojcu wygadała — mruknęła Milena, wspominając ich dawniejsze wybryki.
Tymczasem Marek wracał właśnie z pracy. Humor miał doskonały. Przed nim weekend i dzień urodzin. Od dziecka uwielbiał to święto i cieszył się na myśl o spędzeniu go z rodziną.
Nagle tuż przed nim pojawiła się Cyganka.
— Czeka cię dziś niespodziewany prezent, drogi panie! Śmiać się będziesz, radować się będziesz! — powiedziała szybko, dotykając ramienia mężczyzny, po czym zniknęła równie niespodziewanie, jak się zjawiła.
„Dziwne te dzisiejsze wróżbitki. Kiedyś chociaż poprosiły o pozłocenie rączki” — uśmiechnął się do siebie Marek i nie przywiązując wagi do przepowiedni, przyspieszył kroku ku domowi.
W mieszkaniu tymczasem toczyła się burzliwa narada.
— A co mama da w prezencie? Dowiedziałyście się czegoś? — spytała Milena, ale siostry tylko wzruszyły ramionami.
— Pytałam, ale powiedziała, że to niespodzianka i że wszystkiego dowiemy się we właściwym czasie — odparła Zosia. To było zastanawiające. Zazwyczaj mama przygotowywała się do urodzin taty razem z nimi.
— Widziałam, jak wkładała coś do ozdobnej koperty. Może to voucher na wyjazd do spa? Pamiętacie, jak marzyli, żeby gdzieś razem odpocząć? — z namysłem powiedziała Daria.
— Możliwe. Ale nasza niespodzianka też nie będzie gorsza. I zostanie zapamiętana na długo, a dla taty będzie totalnym zaskoczeniem — zaśmiała się Milena.
— Grunt, żeby nie odkrył jej przed czasem — Zosia znacząco przyłożyła palec do ust.
W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi i dziewczynki rzuciły się otwierać. Na progu stali rodzice.
— Coś wy dziś takie cichutkie… No, przyznawać się szybko, co znowu zmajstrowałyście — powiedziała Katarzyna, uważnie przyglądając się córkom. Siostry zgodnie zapewniły, że wszystko jest w absolutnym porządku.
— Nawet śmieci wyniosłyśmy! — zameldowała Milena.
— To dobrze. A dlaczego w łazience jest tak mokro? — mama podeszła bliżej do umywalki. Dziewczynki wymieniły się spojrzeniami.
— Przepraszam, mamusiu, chciałam tylko sprać plamę z bluzki… — Daria pospiesznie spuściła wzrok.
— Ani dnia bez przygód! — zaśmiał się Marek. Jego dobry humor sięgał zenitu.
Dziewczynki prędko rozeszły się do pokojów i bez większych namawiań położyły spać.
— Rośnie nam ekipa… Spójrz tylko, jakie dziś grzeczne. Na pewno szykują dla mnie niespodziankę — uśmiechnął się Marek, całując żonę.
— To raczej cisza przed burzą — odparła Katarzyna z powątpiewaniem. Zbyt dobrze znała własne córki…
Było już późno, kiedy nagle z pokoju Mileny dobiegł jakiś hałas.
— Czy mi się przesłyszało, czy coś zamiauczało? — wymamrotał Marek przez sen. Gdy weszli do pokoju dziewczynek, Milena siedziała na łóżku ze swoją siostrą.
— Miałam straszny sen, ale już wszystko dobrze. Prześpię się z Mileną, dobrze? — szepnęła Zosia.
— Oczywiście, kochanie. Tylko na pewno nie potrzebujecie pomocy? — upewniła się Katarzyna. Siostry energicznie pokręciły głowami i reszta nocy minęła już spokojnie.
W przededniu urodzin Marek spał niespokojnie. Śniły mu się jakieś koszmary z ruda Cyganką, która miauczała i patrzyła na niego jaskrawozielonymi oczami. W końcu otworzył powieki i zamarł. Na jego klatce piersiowej siedział rudy potwór i świdrował go wzrokiem!
— Miau — przywitał go stwór.
— Aaaaa! — z gardła Marka wyrwał się wrzask.
Katarzyna natychmiast zerwała się z łóżka.
— Co? Co to jest? — wyjąkał w końcu solenizant, wpatrując się w rude stworzenie, które właśnie próbowało ułożyć mu się wygodnie u stóp. Katarzyna ze zdumieniem mrugała oczami.
— O, tato! Zobaczyłeś już nasz prezent! — do pokoju weszła Milena, starając się nadać głosowi możliwie najbardziej radosny ton. Za nią wsunęły się bliźniaczki.
— Wszystkiego najlepszego, tatusiu! Postanowiliśmy podarować ci prezent, który zapamiętasz na długo. Poznaj Brzuska. To bardzo spokojny i dobrze wychowany kot. Tak w ogóle, mieszka z nami już drugi dzień, a wy go nawet nie zauważyliście. Wszystkie kanapy całe, tapety też — mówiły jedna przez drugą Daria i Zosia.
Katarzyna wybuchnęła śmiechem, patrząc, jak mąż bezradnie łapie powietrze ustami.
— Tylko nie martw się, tato. Bo mama podaruje ci teraz ten wyjazd do spa i świetnie odpoczniecie bez nas. A my tu same doskonale sobie poradzimy — wypaliła Milena.
— Jaki spa? Zaczekajcie, dziewczynki — Katarzyna popatrzyła na córki totalnie zaskoczona.
— No przecież twój prezent w kopercie to vouchery na wakacje? Sama widziałam… — przyszła siostrze z pomocą Daria. Katarzyna nerwowo się zaśmiała.
— Wygląda na to, że w tym domu nie da się niczego ukryć — wykrztusiła w końcu.
— Ale co ja mam teraz zrobić z tym zwierzęciem? — Marek bezradnie obserwował, jak kot cicho mruczy u jego nóg. Dziewczynki popatrzyły po sobie.
— Rozumiesz, tato, to był zupełny przypadek. Wyszłyśmy na dwór i znalazłyśmy kotka w worku… w śmietniku. A potem zjawiła się pani Waleria. Tak strasznie krzyczała. No przecież wiesz, jak ona potrafi… — zaczęła niepewnie Milena.
— Przestraszyłyśmy się i popędziłyśmy prosto do domu — z powagą dodała Zosia.
— A potem to już jakoś tak samo wyszło, że kotek został z nami. Nie wyrzucać go przecież z powrotem na śmietnik? Nawet go umyłyśmy i doprowadziłyśmy do porządku. Jest strasznie spokojny i cierpliwy — dokończyła Daria ze łzami w oczach.
Marek westchnął ciężko. W głowie niespodziewanie zabrzmiały mu słowa Cyganki.
— Tak… Prezent to ja dostałem, nie ma co — mruknął pod nosem, patrząc na całą tę czeredę.
— Kochanie, a może dziewczynki mają rację? Kota naprawdę szkoda. Przeszedł tyle biedy. A wygląda na bardzo spokojnego i łagodnego — przyszła córkom na odsiecz Katarzyna.
Marek westchnął, rozważając swoją nową sytuację.
— Będzie nam jeszcze myszy łapał! Zobaczysz! — Zosia wystrzeliła z żelaznym argumentem.
— Ale u nas nigdy nie było myszy — stwierdził ze smutkiem Marek.
— Różnie bywa, słyszałam w nocy jakieś szuranie za ścianą… — natychmiast podtrzymała siostrę Daria.
— Dobra, małe bandytki. Zobaczymy jeszcze, jak będziecie się sprawować. No i zachowanie Brzuska też weźmiemy pod obserwację — roześmiał się w końcu Marek.
— A skąd właściwie Brzusiek? — postanowiła uściślić Katarzyna.
— Żebyście tylko słyszeli, jak on śmiesznie mruczy, kiedy głaszcze się go po brzuchu! — rozpromieniły się dziewczynki.
— Ale tak na poważnie, co było w tej kopercie? — nie wytrzymała Daria. Katarzyna speszyła się delikatnie, po czym przyniosła mężowi eleganckie pudełko, w którym spoczywała koperta.
— Niemożliwe! — Marek aż się zapowietrzył, wpatrując się w jej zawartość. Nie zdołał powstrzymać łez, które napłynęły mu do oczu.
***
— Oczywiście, braciszek to cudowna sprawa. Ale nasz Brzusiek też chyba zrobił na tacie piorunujące wrażenie — szeptała wieczorem Daria, leżąc już w łóżku.
— Nasz Brzusiek to po prostu zdrajca. Dwie noce spał z nami, a dzisiaj od razu przeniósł się do rodziców — burknęła Zosia.
— No co ty? To przecież kot taty w końcu — zaśmiała się Daria.
Marek leżał w swojej sypialni absolutnie szczęśliwy, wsłuchując się w mruczenie Brzuska, który rozłożył się tuż obok.
— Jaki to kojący dźwięk. Jak mogliśmy wcześniej nie mieć kota? Nie rozumiem — szepnął, tuląc żonę.
— Ciesz się ciszą i spokojem. Wkrótce sen będzie tu towarem deficytowym — zaśmiała się Katarzyna.
— Wiesz, wciąż nie mogę uwierzyć, że będziemy mieli syna! Dziękuję, kochanie, to najwspanialszy prezent na świecie! — Marek uśmiechnął się szeroko, a jego serce rozpierała czysta radość.






