PL
Gena uśmiechał się tak, jak tylko on potrafił: szeroko, z dołeczkami, z tym szczególnym błyskiem w oczach
— Alina nawet nie wie, co to prawdziwa praca — głos Walentyny Pawłowny przeciął gwar przy stole jak ostrze.
Rudy cień pojawiał się dokładnie o dwudziestej. Najpierw ciche skomlenie przy furtce, potem narastający
Trzymała szampan w palcach i patrzyła, jak sok skrapla się na żar, syczy i znika w popiele.
Sala balowa kurczyła się z każdym szeptem. Mała dziewczynka stała pośrodku. Trzymała w dłoniach przód
Z dołu, z sali balowej, dobiegały strzępy muzyki. Goście śmiali się. Kieliszki szampana brzęczały wesoło.
Ubrania rozsypały się po mokrym asfalcie. Mała drewniana szkatułka z pamiątkami stoczyła się przez kałużę.
Cztery miesiące z opuchniętymi dłońmi. Cztery miesiące namaczania palców w gorącej wodzie — bo stawy
Głos miałeś głośny, spojrzenie twarde. Powiedziałeś mi, gdzie moje miejsce — i byłeś przekonany, że wiesz
Te słowa zawisły w powietrzu jak gęsta, duszna mgła, której nie dało się tak łatwo rozwiać.








